
Wydaje się jednak, że problemy te dość sprawnie udało się rozwiązać i bez żadnych przeszkód można już myśleć o niedzielnej wyjazdowej potyczce z Kolejarzem Stróże. To jeden z tych meczów, na które wszyscy czekamy ze szczególnym zainteresowaniem.
Początki naszego najbliższego rywala sięgają 1949 roku, kiedy to staraniem lokalnej społeczności utworzono Terenowe Koło Sportowe Kolejarz Stróże. Nazwę wybrano z uwagi na fakt, że miejscowość ta stanowiła wówczas ważny węzeł kolejowy, zaś sama kolej aktywnie włączyła się w budowę stadionu. Nic zatem dziwnego, że już wkrótce Kolejarz oficjalnie trafił pod branżowy patronat i stał się Kolejowym Klubem Sportowym. Dziś funkcjonuje jako Klub Sportowy Kolejarz Stróże, mówi się również o planach przekształcenia go w sportową spółkę akcyjną.
Przez wiele lat w Stróżach emocjonowano się jedynie meczami na poziomie rozgrywek regionalnych. Pierwszy poważniejszy sukces udało się osiągnąć dopiero w 1995 roku, kiedy to po zwycięskim barażu z Wierchami Rabka ekipa Kolejarza awansowała do IV ligi, wówczas obejmującej teren dawnych województw: krakowskiego, tarnowskiego i nowosądeckiego. Jako że awans ten zbiegł się w czasie ze spadkiem Sandecji z ligi trzeciej, w sezonie 1995/96 doszło do pierwszych w historii potyczek pomiędzy tymi zespołami. Ich aspiracje wówczas dzieliła przepaść – sądeczanie walczyli o jak najszybszy powrót do wyżej klasy rozgrywkowej, stróżanie zaś chcieli na dłużej zadomowić się w IV lidze. Tymczasem w sądeckim meczu padł zaskakujący bezbramkowy remis i dopiero w rewanżu udało się Sandecji udowodnić swoją przewagę dzięki wyjazdowemu zwycięstwu 4:0. Ostatecznie żadnej z drużyn nie udało się zrealizować założonych celów, bowiem Sandecja jednym punktem przegrała batalię o awans, Kolejarz natomiast znalazł się w strefie spadkowej.
Lepsze czasy dla klubu ze Stróż zaczęły się z chwilą zaangażowania się w sprawy sportu miejscowego senatora Stanisława Koguta. Najpierw udało mu się zgromadzić grupę mniejszych lub większych sponsorów, skłonnych do przekazywania środków na rzecz Kolejarza. Później zaś przyciągnął do Stróż grupę doświadczonych piłkarzy z ligowym stażem. Wprawdzie w większości byli to już zawodnicy wiekowo zaawansowani, jednak ich umiejętności całkowicie wystarczyły, aby szybko awansować do III ligi. Sukces ten miał miejsce w sezonie 2004/2005. I jak się później okazało, był dopiero zaczynem dalszych sukcesów. Wprawdzie debiutancki III-ligowy sezon Kolejarz zakończył na dziesiątym miejscu w tabeli, jednak wyższą lokatę przegrał z Sandecją jedynie gorszym stosunkiem bezpośrednich spotkań. Miejsce to jak najbardziej zadowoliło władze klubu, które już wówczas zapowiadały budowę drużyny zdolnej do walki nawet o kolejny awans. I byli stróżanie bardzo blisko tego awansu już w kolejnych rozgrywkach, kiedy to wywalczyli wicemistrzostwo III ligi, uprawniające do walki w barażach o promocję na zaplecze ekstraklasy. Po pierwszym meczu barażowym zresztą awans ten wydawał się być na wyciągnięcie ręki – zwycięstwo u siebie 2:0 z dość przeciętnie grającą wówczas Stalą Stalowa Wola sprawiło, że w Stróżach już rozprawiano o kolejnym sezonie i potyczkach z kilkoma legendarnymi klubami, które los zesłał na II-ligową banicję. Zapomniano w tym wszystkim, że baraże to dwumecz, a to drugie starcie zakończyło się druzgocącą porażką Kolejarza 0:4 i marzenia o awansie prysły jak bańka mydlana. Nazajutrz doszło oczywiście do nie pierwszej i nie ostatniej rewolucji w klubie, polegającej na spektakularnym rozwiązaniu kontraktów z kilkoma zawodnikami. Taka wymiana kadr to jedna ze specjalności rzeczonego senatora, któremu często zdarza się również impulsywnie zmieniać trenerów, bądź radykalnie (najczęściej krytycznie) oceniać pracę sędziów.
Tak czy inaczej, w tym okresie Kolejarz zarówno organizacyjnie, jak i piłkarsko, prezentował się lepiej od Sandecji. W Stróżach brakowało tylko stadionu z prawdziwego zdarzenia i kibiców, którzy z kolei licznie odwiedzali obiekt w Nowym Sączu. Nic zatem dziwnego, że pojawiły się nawet głosy o połączeniu obu klubów. O wszystkim miał rozstrzygnąć kolejny sezon, w którym III ligę opuszczało aż kilkanaście drużyn, co było spowodowane reformą rozgrywek. Kolejarz dość szybko zapewnił sobie promocję do nowej II ligi, Sandecja natomiast musiała o to walczyć do ostatniej kolejki spotkań. Spadek do nowej III ligi praktycznie zepchnąłby „biało-czarnych” na piłkarską prowincję i mógłby się przyczynić nawet do rozwiązania klubu. Na szczęście piłkarze Sandecji nie zważali na coraz bardziej dramatyczną sytuację organizacyjną i ambitnie walczyli do ostatnich chwil sezonu, zdobywając ostatecznie miejsce w gronie nowych II-ligowców.
Sprawy nabrały zupełnie innego obrotu w przerwie zimowej sezonu 2008/2009, kiedy to Sandecją zainteresował się sponsor I-ligowego Kmity Zabierzów, niezadowolony z klimatu dla piłki w tej podkrakowskiej miejscowości. Postanowił on zainwestować w Sandecję, co umożliwiło wreszcie uporządkowanie spraw organizacyjnych i wybór nowych władz klubu. Wzrósł również czysto sportowy potencjał zespołu, który umożliwił wyprzedzenie w tabeli m.in. Kolejarza Stróże. Nasz lokalny rywal przed rundą rewanżową zajmował premiowane awansem drugie miejsce, Sandecja zaś była piąta. „Biało-czarni” dość szybko jednak odrobili straty i po dramatycznym meczu na własnym stadionie właśnie z Kolejarzem (wygranym 3:2) wskoczyli na pozycję wicelidera, której nie oddali już do końca rozgrywek. Tym samym Sandecja po raz trzeci w swojej historii awansowała na zaplecze ekstraklasy, Kolejarz zaś po raz kolejny mógł tylko z zazdrością spoglądać na sukces bardziej utytułowanego lokalnego rywala.
Co się odwlecze, to nie uciecze. I to porzekadło doskonale oddaje dalsze losy klubu ze Stróże. W kolejnym sezonie Kolejarz bowiem skorzystał z dość przeciętnego poziomu gry większości II-ligowych ekip, często targanych rozlicznymi problemami finansowymi i organizacyjnymi, uzyskując awans do I ligi. Sprawiło to, że po rocznej przerwie znów będziemy mieli okazję emocjonować się ligowymi derbami Sądecczyzny.
W przerwie letniej o dziwo w Stróżach nie doszło do rewolucji kadrowej, pożegnano jedynie trenera Jarosława Araszkiewicza, który wcześniej pracował w Sandecji. Drużynę zasiliło natomiast kilku solidnych zawodników, wśród m.in. byli piłkarze sądeckiego klubu: obrońca Rafał Jędrszczyk i pomocnik Marcin Stefanik. Transfery pomiędzy obydwoma klubami to zresztą nic nowego, bowiem Kolejarz bardzo często pozyskiwał graczy, którzy zakończyli swoją przygodę z Sandecją. Stąd też nawet w bieżącym sezonie w kadrze naszego rywala znajduje się kilku wychowanków klubu z ul. Kilińskiego. Jeśli zaś chodzi o skład naszego zespołu, to epizod w Kolejarzu mają za sobą m.in. Jano Frohlich i Rafał Berliński.
Jak do tej pory, Sandecja dziesięciokrotnie spotykała się z Kolejarzem w walce o ligowe punkty. Obok dwóch wspomnianych meczów w IV lidze, sześć gier odbyło się w ramach rozgrywek III ligi, zaś dwie w zreformowanej II lidze. Łączny bilans tych pojedynków jest korzystny dla „biało-czarnych”, którzy wygrali pięć z nich. Dwa mecze zakończyły się remisami, zaś trzykrotnie triumfował Kolejarz. Bilans goli również jest korzystny dla naszych ulubieńców i wynosi 14:8. Jeśli chodzi o mecze w Nowym Sączu, Kolejarzowi tylko dwa razy udało się wywieźć ze stadionu przy ul. Kilińskiego jeden punkt, pozostałe trzy spotkania zakończyły się zwycięstwami Sandecji. Łącznie w tych pięciu meczach sądeczanie zgromadzili zatem 11 punktów, uzyskując korzystny dla siebie bilans bramkowy w stosunku 12:3. Jeśli natomiast chodzi o mecze rozegrane w Stróżach, to trzykrotnie triumfowali w nich zawodnicy Kolejarza, zaś dwa razy wygrała Sandecja. „Biało-czarni” zatem jak do tej pory zdobyli na boisku rywala 6 „oczek”, przy bilansie goli 5:2 na korzyść stróżan.
W najbliższym meczu teoretycznie faworytem będzie Sandecja, która w minionym sezonie dosłownie otarła się o ekstraklasę i według zapewnień władz klubu także w bieżących rozgrywkach zamierza nawiązać do tego rezultatu. Gospodarze jednak na pewno szczególnie zmobilizują się na mecz z lokalnym rywalem i ambitnie powalczą o komplet punktów. Na specyficznym stadionie w Stróżach niejedna faworyzowana ekipa straciła już punkty, dlatego też „biało-czarni” będą musieli przez całe 90 minut zagrać co najmniej tak samo dobrze i ambitnie jak w przez ostatnie pół godziny meczu z Pogonią. Pozostaje nam wierzyć, że naszych zawodników na ten derbowy mecz nie trzeba specjalnie mobilizować i w niedzielę pokażą nam w Stróżach „kawałek” naprawdę dobrej piłki. Oby przyniosło im to komplet punktów. Początek spotkania o godzinie 17.
Michał Machowski |